Prezydent USA Donald Trump wezwał państwa NATO oraz kluczowych partnerów w Azji do wysłania okrętów wojennych w celu zabezpieczenia Cieśniny Ormuz, którą Iran w praktyce zablokował w trakcie trwającej wojny. W wywiadzie ostrzegł, że brak wsparcia „będzie bardzo zły dla przyszłości NATO”, łącząc oczekiwaną pomoc z wcześniejszym zaangażowaniem USA na rzecz obrony Europy i Ukrainy. Japonia, Australia i część europejskich sojuszników sygnalizują jednak, że nie planują wysyłania własnych okrętów do regionu, obawiając się eskalacji konfliktu z Iranem.
Naciski Trumpa w sprawie Cieśniny Ormuz
Prezydent Donald Trump ponowił apel do sojuszników z NATO oraz państw azjatyckich, w tym Chin, Francji, Japonii, Korei Południowej i Wielkiej Brytanii, o wysłanie okrętów wojennych do Cieśniny Ormuz, przez którą przed konfliktem przechodziło około jednej piątej światowego eksportu ropy. Według relacji mediów amerykańskich prezydent mówił, że poprosił „około siedmiu krajów” o udział w eskortowaniu tankowców, twierdząc, że część z nich miała wyrazić wstępną gotowość, choć nie podał nazw tych państw.
W wywiadzie udzielonym „Financial Times”, cytowanym m.in. przez Euronews, Trump stwierdził, że jeśli odpowiedź sojuszników będzie negatywna, „będzie to bardzo złe dla przyszłości NATO”. Zwrócił uwagę, że Stany Zjednoczone znacząco wsparły Europę w obronie Ukrainy przed Rosją i teraz oczekują solidarności w kwestii strategicznego szlaku energetycznego, jakim jest Ormuz.

Dlaczego Cieśnina Ormuz jest tak ważna
Cieśnina Ormuz łączy Zatokę Perską z Oceanem Indyjskim i jest jednym z najważniejszych na świecie wąskich gardeł transportu surowców energetycznych – przed wybuchem wojny tędy przepływało szacunkowo około 20 procent światowej podaży ropy. Po rozpoczęciu zmasowanych uderzeń USA i Izraela na cele w Iranie Teheran zaczął uderzać w statki próbujące przepłynąć przez Ormuz, co w praktyce niemal zatrzymało regularny ruch tankowców.
Według analiz mediów gospodarczych Brent utrzymuje się powyżej 100 dolarów za baryłkę, a w ostatnich tygodniach odnotowano wzrost ceny ropy o około 45 procent w stosunku do poziomu sprzed rozpoczęcia konfliktu. Analitycy ostrzegają, że długotrwała blokada Ormuzu może przerodzić się w globalny kryzys energetyczny, wywołując presję inflacyjną i komplikując sytuację gospodarczą wielu państw, w tym europejskich importerów ropy i krajów Azji.
Reakcje sojuszników
Japońska premier Sanae Takaichi powiedziała w parlamencie, że Japonia „nie ma obecnie planów” wysyłania okrętów do eskortowania statków w rejonie Cieśniny Ormuz. Podkreśliła, że Tokio wciąż analizuje, „co Japonia może zrobić samodzielnie i w ramach własnych ram prawnych”, zaznaczając, że nie otrzymała formalnego wniosku ze strony Waszyngtonu.
Takaichi zwróciła uwagę, że wysłanie japońskich sił samoobrony za granicę jest w kraju bardzo wrażliwą politycznie kwestią, ze względu na pacyfistyczną konstytucję i opinię publiczną niechętną angażowaniu się w konflikty zbrojne. Równocześnie Japonia zaczęła uruchamiać rezerwy ropy, aby złagodzić ryzyka dla bezpieczeństwa energetycznego, co jest pierwszym takim ruchem na taką skalę od czasu rosyjskiej inwazji na Ukrainę.
Stanowisko Australii
Australijska minister transportu Catherine King poinformowała, że Canberra „nie planuje wysyłania okrętów” do Cieśniny Ormuz, wskazując, iż taki ruch „nie należy obecnie do rozważanych form wkładu Australii”. Dodała jednak, że Australia wspiera działania sojuszników w inny sposób, m.in. poprzez komponent lotniczy i wsparcie wywiadowcze, nie angażując się bezpośrednio w operacje morskie w strefie konfliktu.
Australijskie władze i eksperci ostrzegają, że wysłanie okrętów mogłoby zostać odebrane w regionie jako dalsza eskalacja i zwiększyć ryzyko bezpośredniego starcia z Iranem. Podobne obawy pojawiają się w debacie publicznej w Japonii, gdzie podkreśla się, że choć Ormuz jest kluczowy dla dostaw ropy, rząd musi działać w granicach prawa i z uwzględnieniem nastrojów społecznych.

Inne państwa i stanowisko europejskie
Doniesienia medialne wskazują, że również Francja i Wielka Brytania nie zadeklarowały gotowości wysłania dodatkowych okrętów do Ormuzu w odpowiedzi na apele Trumpa. Zamiast bezpośredniego udziału w amerykańskiej operacji część państw europejskich koncentruje się na działaniach w ramach Unii Europejskiej, rozważając rozszerzenie mandatu misji Aspides, która obecnie chroni żeglugę na Morzu Czerwonym.
Szefowa unijnej dyplomacji Kaja Kallas mówiła, że Unia analizuje „modele podobne do porozumienia zbożowego na Morzu Czarnym”, które mogłyby pomóc w odblokowaniu Ormuzu przy współpracy z ONZ. Podkreśliła jednak, że żadne decyzje o rozszerzaniu misji morskich UE nie zostały jeszcze podjęte, a wśród państw członkowskich trwają dyskusje na temat ryzyka eskalacji i podstaw prawnych.
Słowa o „bardzo złej przyszłości” sojuszu
W wypowiedziach przytaczanych przez Euronews i amerykańskie media Trump stwierdził, że jeśli sojusznicy nie pomogą otworzyć Cieśniny Ormuz, „będzie to bardzo złe dla przyszłości NATO”. Słowa te wpisują się w szerszą krytykę sojuszu, jaką Trump formułował także wcześniej, zarzucając części państw europejskich niedostateczne wydatki na obronność i „jazdę na gapę” na koszt USA.
Według relacji publicznych stacji radiowych powiązanych z NPR prezydent powiedział też, że Stany Zjednoczone „zapamiętają”, jeśli partnerzy z NATO nie przyłączą się do operacji w Ormuzie. Komentarze te wywołują dyskusję w Europie na temat warunkowania bezpieczeństwa transatlantyckiego udziałem w konkretnych misjach poza obszarem traktatowym NATO.
Oczekiwania wobec Chin
Trump mocno akcentuje również rolę Chin, argumentując, że Pekin jako jeden z największych beneficjentów szlaku przez Ormuz – importujący znaczną część irańskiej ropy – powinien aktywnie pomóc w zabezpieczeniu żeglugi. Twierdzi, że jest to w interesie samych Chin, które w razie przedłużającej się blokady mogą stanąć wobec poważnych problemów energetycznych.
Jednocześnie prezydent zasygnalizował możliwość przełożenia planowanego szczytu z Xi Jinpingiem w Pekinie, uzależniając to od postawy Chin wobec kryzysu w Ormuzie. Pekin deklaruje, że pozostaje w kontakcie z administracją USA w sprawie przygotowania spotkania, ale oficjalne wypowiedzi chińskiego MSZ koncentrują się na apelach o deeskalację i ochronę stabilności handlu międzynarodowego.
Sytuacja militarna: ataki Iranu w Zatoce
Równolegle do sporu o udział sojuszników w misji morskiej Iran kontynuuje ataki rakietowe i dronowe na infrastrukturę państw Zatoki. Według relacji BBC i Al Jazeery irańskie drony uderzyły m.in. w okolice lotniska w Dubaju, powodując pożar przy zbiorniku paliwowym i czasowe wstrzymanie lotów, oraz w port naftowy w Fudżajrze, jeden z największych hubów magazynowania ropy w regionie.
Z danych zebranych przez media i źródła analityczne wynika, że od początku kampanii Iran wystrzelił w kierunku ZEA i innych państw Zatoki setki rakiet i dronów, z czego większość została przechwycona przez obronę przeciwlotniczą, ale część spadła na infrastrukturę cywilną, wywołując pożary i zniszczenia. Ataki te zakłócają funkcjonowanie portów, lotnisk i instalacji naftowych, co dodatkowo potęguje skutki niemal całkowitego wstrzymania ruchu tankowców przez Ormuz.
Skutki dla szlaków morskich
Według doniesień mediów ekonomicznych aktywność żeglugowa przez Ormuz „niemal zamarła” po rozpoczęciu zmasowanych ataków i odpowiedzi Iranu. Statek próbujące przepłynąć przez cieśninę były celem bezpośrednich ataków lub zatrzymań, co skłoniło część armatorów do omijania regionu i poszukiwania alternatywnych tras, co jednak wiąże się ze znacznym wydłużeniem czasu transportu i wyższymi kosztami.
Państwa Zatoki oraz partnerzy zachodni obawiają się, że dalsza eskalacja może doprowadzić do poważnego kryzysu żeglugowego, którego skutki odczują nie tylko importerzy ropy, ale także globalny handel. Wspólne oświadczenia Rady Współpracy Zatoki, Wielkiej Brytanii i Jordanii potępiają irańskie ataki i wzywają do deeskalacji, ale jednocześnie unikają konkretnych deklaracji uczestnictwa w nowych operacjach morskich.
Obawy przed eskalacją i kalkulacje polityczne sojuszników
Wypowiedzi przedstawicieli Japonii i Australii, a także sygnały z części państw europejskich, pokazują ostrożność w bezpośrednim włączaniu się w operację zbrojną w tak newralgicznym regionie jak Zatoka Perska. Rządy tych państw balansują między solidarnością z USA a obawą przed wciągnięciem w konflikt, który może szybko przerodzić się w szerszą wojnę regionalną.
Jednocześnie rosnące ceny ropy i napięcia na rynkach energii zwiększają presję wewnętrzną na rządy, by chronić gospodarki i konsumentów przed szokiem cenowym. Część analiz wskazuje, że w najbliższych tygodniach możliwe są dalsze rozmowy o alternatywnych formach wsparcia – od dostaw sprzętu i wywiadu po udział w misjach pod auspicjami UE lub ONZ, zamiast bezpośredniego podporządkowania się amerykańskiej operacji wojskowej.
Źródło: Euronews, The Guardian, Al Jazeera, BBC News, CNBC



